Szymon Grüner

Osobisty dziennik spisany w Nysie.

Wizerunek kosmitów w kinematografii

2018-05-10 rozrywka

kosmici atakują Ziemię

Topos istot pozaziemskich może być wybitnie ciekawy nie jedynie z całkowicie naukowego czy też astronomicznego punktu spoglądania. Fabuła taka jest bowiem z uznaniem stosowana w rozrywce czego najlepszym przykładem może być z pewnością choćby kinematografia. W XXI wieku formalnie nie wyobrażamy sobie w ogóle kina bez takich szlagierów jak dajmy na to „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, „E.T.”, „Alien” lub również „2001 Odyseja kosmiczna”. Obrazy z rodzaju fantastyki naukowej (gdyż tak przyjęło się charakteryzować tego rodzaju widowiska filmowe) trwale weszły w kanon kinematografii, są również świetnym trikiem na przyciągnięcie widzów do kin oraz tym samym zarobienie niezłych pieniędzy przez studia filmowe.

Człowiek od zawsze tęsknił za tym co odległe i niepojęte, czymś absorbującym jego dociekliwość, a momentami także wzbudzającym bojaźń. Większość filmów pokazuje przecież kosmitów w niepochlebnym świetle: jako najeźdźców, bądź też groźne kreatury z którymi gatunek ludzki bądź to gromadnie, albo też wysyłając jednego bohatera toczy mężną walkę o ocalenie. Motyw ufoludków jest bez wątpienia materią wielostronną zatem jeszcze na długo zostanie cennym składnikiem filmowych inscenizacji – bodaj do etapu, w jakim nasza technologia zostanie popchnięta tak mocno do przodu iż będziemy w stanie skontaktować się z jakąkolwiek cywilizacją pochodzenia kosmicznego.